OLEŚ/TRZASKA/OLEŚ

LA SKETCH UP

1. I
2. II – MP3
3. III
4. IV
5. V
6. VI
7. VII – MP3
8. VIII
9. IX – MP3

Mikołaj Trzaska – bariton & alto saxophone, basson clarinet
Marcin Oleś – double bass
Bartłomiej Brat Oleś – drums

Recorded October 25 & 26 2002 at the Theater in Kalisz
Produced by Oleś/Trzaska/Oleś

„la’Sketch up” to druga w dorobku i druga wydana przez Kilogram Records płyta grupy Oleś/Trzaska/Oleś. Tak jak w przypadku poprzedniego, gorąco przyjętego albumu „Mikro Muzik” [płyta roku 2002 wg portalu jazzowego Diapazon.pl], tak i tym razem muzycy skoncentrowali się na akustycznym brzmieniu zespołu, penetrując tereny muzyki improwizowanej. Zespół tworzy nie dającą się jednoznacznie określić mieszankę jazzu, współczesnej kameralistyki i czegoś, co nasuwa skojarzenia z szeroko pojętym folkiem, który w tym przypadku nie ma jednoznacznego pochodzenia i odwołań.
Muzycy skoncentrowali się tu na eksplorowaniu muzycznego minimalizmu, opierając materiał albumu na wspólnych wyimprowizowanych kompozycjach, choć w przypadku „la’Sketch up” należałoby mówić o opowieściach bez słów i tytułów.


RECENZJE:

„Trio braci Olesiów i Mikołaja Trzaski odważnie penetruje obszary niegdyś zaanektowane przez wytwórnię ECM, czyli jazz tuż obok ciszy. Szepcze, by nagle spuścić z łańcucha bestię energii. Skojarzenia z muzyką do „Windą na szafot” Davisa, z „Ole!”Coltrane’a to tropy pewnej wrażliwości, bo muzyka jest oryginalna. Jest tu i spokój, i niepokój.”

Filip Łobodziński Przekrój (listopad 2003)


„Jakoś zupełnie mimochodem doczekaliśmy się prawdziwego zespołu (…), małego combo, które działa jako working band. Pamiętam wydaną przez nie dwa lata temu „Mikromuzik”, którą do dziś uważam za jedną z ciekawszych płyt w swoich zbiorach. Oleś/Trzaska/Oleś to ansambl, w którym najważniejsza jest, jak to mówią, chemia. To band oparty na intuicji, w którym muzycy wpływają na siebie w sposób nieodgadniony i na tej samej zasadzie komunikują się ze słuchaczem. Kiedy rozbrzmiewają dźwięki ich muzyki, nie zadaje się pytań, a uczestnictwo w spektaklu jest dla słuchacza raczej aktem wiary, a nie skutkiem zrozumienia rzeczy. Z tej perspektywy niewielki sens mają też opinie o warsztatowych predyspozycjach muzyków. Trudno zresztą dojść w tej materii do konstruktywnego wniosku, ponieważ w tym zespole każdy gra inaczej niż poza nim, każdy odkrywa w jakiejś mierze swoją najbardziej intrygującą stronę, której zaistnienia wcale nie zawdzięczamy technice, ale świadomości.”

Maciej Karłowski, Jazz&Classics (grudzień 2003-styczeń 2004)


„Jeden z czołowych przedstawicieli sceny yassowej, saksofonista Mikołaj Trzaska, zaprosił do współpracy jedną z najbardziej kreatywnych sekcji rytmicznych w polskim jazzie: basistę Marcina Olesia i perkusistę Bartłomieja Olesia. (…) Nawet niewprawne ucho zachwyci się lirycznymi frazami saksofonu i klarnetu Trzaski, a bardziej wymagający słuchacze będą usatysfakcjonowani ekstatycznymi, swobodnymi improwizacjami muzyków.”

Marek Dusza Rzeczpospolita (listopad 2003)


„Ostatnie dzieło braci Olesiów i Mikołaja Trzaski to godne uwagi mierzenie się z tradycją kameralnego, kontemplacyjnego jazzu. Dodajmy od razu – najwyższej próby. Trzaska dowody swej muzycznej dojrzałości dawał nieraz w Miłości i Łoskocie, teraz prowadzi młodszych od siebie Olesiów przez awangardowo-etniczny labirynt improwizacji pewna ręką (…). Dziewięć utworów zaczyna się z namysłem, rozpędza jak lokomotywa, by w końcu zamknąć koło i powoli wygasnąć w ciszy. Jest tu sporo nieokreślonej nostalgii inspirowanej Coltrane’em i kameralistyką minimalistów, z dale słychać jakby Komedę z filmów Polańskiego. W ogóle brzmi to bardzo filmowo, jak ścieżka ze starego filmu noir albo Goddarda.”

Łukasz Grzymisławski Gazeta Wyborcza (grudzień 2003)


„Czy to nie jest aktualnie najlepszy polski zespół jazzowy? Stworzyli jak na razie jedną z ciekawszych krajowych płyt nowego wieku – „Mikro muzik”. Po tamtej porcji wysublimowanych kompozycji przyszedł czas na całkowicie improwizowane nagrania koncertowe. Muzycy nie grywają ze sobą na co dzień, ale doskonale siebie czują i potrafią uważnie się słuchać. Subtelna kameralna atmosfera, jaką nieśpiesznie kreują, tchnie smakiem heroicznego okresu czarnej awangardy lat 60. Improwizatorski egzamin został zaliczony celująco. Brzmią jak zespół. „La Sketch Up” przynosi zgrane z powolnym piętrzeniem dramaturgii fragmenty dwóch koncertów tria. Muzyka wyłania się ze skupionej ciszy, niczym w nagraniach AACM i rozwija się do temperatury wzlotów Coltrane’a. To jest jazz w swym najbardziej esencjonalnym wydaniu.”

Rafał Księżyk Antena Krzyku (luty 2004)


Drugie spotkanie na szczycie trzech nowych osobowości naszego jazzu!
Jeszcze kilka lat temu nagranie płyty przez taki skład wydawało się niemożliwe. Bracia Olesiowie, basista i perkusista, obydwaj doskonale wykształceni muzycznie, w 1999 roku zaczęli współpracę z tuzami polskiego jazzu – Andrzejem Przybielskim i Adamem Pierończykiem. Później uderzyli na Zachód, gdzie współpracują z takimi postaciami europejskiego jazzu, jak Jean-Luc Cappozzo i Theo Jorgensmann. Wcześniej jednak poznali Mikołaja Trzaskę. Związany przez lata ze środowiskiem yassowym saksofonista nie miał wykształcenia muzycznego, a jego drogi z polskimi jazzmanami raczej się nie krzyżowały. Debiutancki krążek tria został jednak przez wielu krytyków uznany za jedno z najważniejszych wydarzeń na scenie jazzowej roku 2002. Rzeczywiście, takiej jakości, jaką muzycy stworzyli wspólnymi siłami, nie było w naszym kraju od lat. Mikołaj, ze swoim otwartym podejściem do improwizacji, podpartym doskonałą techniką i dużą żywiołowością, doskonale włączył się w interakcje profesjonalnej sekcji rytmicznej braci Oleś.
Po zakończeniu europejskiej trasy panowie powrócili razem do studia, by zarejestrować nowy materiał, „La Sketch Up”. Wyraźnie słychać, że przez ostatnie kilka miesięcy wspólnego grania rozwinął się ich muzyczny język. Tym razem postawili na porozumienie w jeszcze bardziej oszczędnych formach. Mikołaj dużo operuje niskimi barwami barytonu, a Olesiowie tworzą oszczędnie utkaną konstrukcję rytmiczną. Nie ma miejsca na chwytliwe tematy i solowe popisy. Wszystko zawiera się w niedopowiedzeniu. Utwory nie mają tytułów, tylko w wyciszonej atmosferze płyną jeden za drugim. W pewnym momencie traci się już orientację, czy to jest jeszcze jazz, czy może już wyrafinowana muzyka kameralna.
Ach, żeby więcej naszych jazzmanów odkryło taką muzykę!

Jacek Skolimowski (clubber.pl)