TRZASKA / FRIIS / UUSKYLA

UNFORGIVEN NORTH

1. Hot Curry – MP3
2. Mild Mahora
3. Hydro Symphonic – MP3
4. Bactrian
5. During the night – MP3
6. Tradition One

Mikołaj Trzaska – alto saxophone & bass clarinet
Peter Friis Nielsen – bass
Peeter Uuskyla – drums

Unforgiven North to zapis koncertu, który odbył sie 24 kwietnia 2004 w gdańskim klubie Mechanik, podczas ostatniej trasy tria w Polsce.

Oto co Mikołaj Trzaska mówi o płycie:
„Można z pewnoscia stwierdzić, że to najtradycyjniejsza i najbardziej
jazzowa płyta jaką mialem okazję nagrać w w ciagu ostanich lat.
To dziwne, ale jest zarazem najradykalniejszą pozycją w moim
dotychczasowym repertuarze”
.

Mikołaj Trzaska – saksofonista, klarnecista basowy. Urodzony w 1966 r w Gdańku, Współzałożyciel kultowej grupy Miłość, lider grupy Łoskot, oraz członek tria Oleś/Trzaska/Oleś, okrzykniętego najciekawszym zespołem jazzowym w Polsce. Współtworca slynnej sceny yassowej. Obecnie należy do ścisłej czołówki polskich muzyków jazzowych. Jest również kompozytorem muzyki filmowej i teatralnej, Znany z niezależnej postawy i niekonwencjonalnego podejścia do muzyki. Dotychczas współpracował z takimi gwiazdami jak Lester Bowie, Tomasz Stańko, Jean Luc Cappozzo, Noel Achote, Marcin i Bartłomiej Oleś, Adam Pierończyk, Leszek Możdżer.

Peter Friis Nielsen – basista. Urodzony 1948 w Kopenhadze (Dania). Czołowy basista międzynarodowej sceny improwizowanej. Koncertował i nagrywał płyty z takimi wielkimi saksofonistami jak John Tchicai i Evan Parker. Współpracował także z bardzo dobrze znaną w Polsce, perkusistką, Marilyn Mazur, ponadto pracował z Louisem Moholo, Kennethem Knudsen, Lotte Anker, Hasse Poulsen, Jesperem Zeuten, Pierre Dorge.

Peeter Uuskyla – perkusista. Urodzony w 1951 w Goteborgu (Szwecja). Jeden z czołowych perkusistów muzyki improwizowanej w Skandynawii. Współpracował i nagrywał między innymi z takim artystami jak słynny amerykański free jazzowy pianista Cecil Taylor, a także basistami Barre Phillips, Peter Kowald, Bengt Frippe Nordstrom, Bjorn Alke, Karin Krog, Anders Jormin. Także występuje dając solowe koncerty na perkusję, dokumentując to dwoma płytami albumami CD.

Peter Friis oraz Peeter Uuskyla na co dzień stanowią sekcje rytmiczną znanego niemieckiego saksofonisty Petera Brötzmanna.

RECENZJE:

„Mikołaj Trzaska jako jedyny chyba przedstawiciel pokolenia yassowców zdaje się świadomie i konsekwentnie kultywować stricte jazzowy wątek swoich muzycznych zainteresowań. I nie da się ukryć, iż czyni to ze znakomitym skutkiem artystycznym. Z albumu na album składnia języka saksofonisty-naturszczyka w zaskakującym tempie wzbogaca się, sublimuje i indywidualizuje. Niemal całkowicie zrezygnował jednocześnie z pseudo-dadaistycznych wygłupów i brzmieniowego efekciarstwa na rzecz surowej i wyrafinowanej sztuki wolnej improwizacji, realizowanej najchętniej w elementarnej formule tria. Już trzy albumy nagrane z braćmi Olesiami potwierdziły Trzaski akces do ekstraklasy polskiego jazzu. Płyta „Unforgiven North” dokumentująca współpracę ze znakomitą sekcją Petera Brotzmana (koncert w gdańskim klubie „Mechanik”) to krok w stronę europejskiej ligi mistrzów, w której zaskakująco szybko saksofonista stanąć może na podium
obok Komedy i Stańki.
Jeśli wyznacznikami domniemanej stylistyki skandynawskiej miałyby być wyrazowa powściągliwość i pastelowa kolorystyka znane z produkcji Grabarka, to Unforgiven North nie ma z nią nic wspólnego. Już w pierwszym utworze (nomen omen) „Hot Curry” trio raczy nas emocjonalnym ukropem, którego temperatura w najgorętszych momentach zbliża się do „Sunship” słynnego kwartetu Colemana. Bardzo znaczącą rolę odgrywa tu sekcja rytmiczna grająca w manierze tak odległej od skupionego i ascetycznego idiomu Olesiów. Ostro brzmiący amplifikowany bas Petera Frissa Nielsena odznacza się niezwykłą ruchliwością, gra perkusisty Petera Uskyyla łączy witalizm i skłonność do przełamywania jednorodnej pulsacji z ogromnym rygorem zapewniającym muzycznej narracji ciągłość i logikę.
Skandynawska sekcja kształtuje fakturę na tyle gęstą i zarazem spójną, iż mogłaby ona stanowić samodzielną warstwę. Na powierzchni rozwija się jednak błyskotliwa partia saksofonu Trzaski, który pobudzony ogromnym temperamentem nordyckich kolegów, daje popis swych aktualnych możliwości, zaskakująco dystansujących najlepsze dokonania z epoki Miłości i Łoskotu. Minimalistyczna formuła tria Oleś – Trzaska – Oleś krępowała nieco, jak się okazuje, ogromną inwencję melodyczną lidera. Teraz wyczarowuje Trzaska niezliczoną ilość przepięknych i nietrywialnych fraz naznaczonych specyficznym dla niego wysublimowanym sentymentalizmem, tylko chwilami pozwalając sobie na efekciarskie, jazzgotowe odjazdy.
Tak przyrządzone energetyczne „free” wypełnia przeważającą część albumu, stanowiąc jednocześnie jego najbardziej porywające momenty. Muzycy tej klasy zadbali jednak o dramaturgię koncertu, wplatając utwory o bardziej skupionym, zwolnionym typie narracji, w których położyli większy nacisk na walory brzmieniowe. Wyjątkowo intrygująco brzmi w tych momentach „brudny” bas Nielsena znakomicie korespondujący z nieco naturalistycznym klarnetem basowym Trzaski.
Muzyka na najwyższym europejskim poziomie. Aż trudno uwierzyć, iż powstała w naszym smutnym zaścianku, którego pejzaż definiują wciąż niestety emerycki mainstream oraz szczeniackie pseudo-eksperymentatorstwo.”

Michał Mendyk, Polskie Radio Online

„Unforgiven North” to zapis koncertu, który odbył się w kwietniu 2004 roku w gdańskim klubie „Mechanik”. Mam nadzieję, że grający na saksofonie i klarnecie Mikołaj Trzaska, basista Peter Friis Nilsen oraz perkusista Peter Uuskyla zainaugurowali tą płytą swoją długotrwałą współpracę i w przyszłości pojawią się kolejne dokumentujące ją wydawnictwa.
Trzaska, którego nie waham się określić mianem polskiego saksofonisty nr 1 roku 2004 – co czynię chociażby ze względu na jego nieograniczoną – przynajmniej jak się na razie zdaje – kreatywność oraz stałe dążenie do rozwoju i nie ustawanie w poszukiwaniach, dobrze odnalazł się we współpracy ze skandynawskimi muzykami, których kojarzy się – ja zresztą nie jestem tu wyjątkiem – przede wszystkim jako sekcję rytmiczną Petera Brötzmanna. Zarówno rozśpiewany, w większości przypadków, ekstrawertyczny saksofon altowy, jak i nieco melancholijny klarnet basowy Trzaski stale popychają muzykę do przodu, znajdując oparcie i przeciwwagę w partiach elektrycznego basu oraz perkusji, które raz grają „jednym głosem”, to znów pozornie rozchodzą się, lecz czynią to po to tylko, by wzajemnie się dopełnić. Zresztą przyznać trzeba, że nie tylko para Friis – Uuskyla dobrze się rozumie, również i Trzaska zdaje się nadawać na tych samych falach. Całą trójkę charakteryzuje swoboda grania i swoiste „gadulstwo”, które w miarę potrzeby umożliwiają im zalanie słuchaczy gęstą lawą rozżarzonych dźwięków. Niestety w kilku przypadkach trochę przesadzili, nie tyle może z temperaturą, co z objętością, przez co rozumiem w tym przypadku czas trwania. Sądzę, że skrócenie kilku utworów wyszłoby na dobre, zaś rozwleczone, pozwalają muzykom błądzić – pojawiają się nieprzystające do całości motywy, wątki prowadzące w dziwne zaułki, pozornie bez wyjścia.
Oczywiście muzycy tak doświadczeni i utalentowani jakoś znajdują rozwiązanie, ale czy warto było niepokoić słuchaczy? Zapewne, ktoś odpowie, że na tym właśnie polega urok muzyki improwizowanej, że niepokój i ciągłe zaciekawienie słuchacza jest tym, o co muzykom może chodzić, ale jednak, przynajmniej w moim przypadku, w kilku momentach zaciekawienie ulotniło się, zaś pojawiło się lekkie znużenie i co gorsza zniecierpliwienie. Być może świadczy to źle o mnie, a nie o muzyce, ale cóż… Nie będę udawał, że piszę zachowując jakiekolwiek pozory obiektywności. Dodam więc od razu, że w całości najbardziej przekonują mnie utwory nr 2 i 6, czyli te najkrótsze i bardziej wyciszone. W pozostałych znalazłem sporo interesujących dźwięków, ale niestety również i trochę momentów przegadanych, moim zdaniem, niczemu poza rozciągnięciem tych nagrań w czasie nie służących.
Jak już wspomniałem, „Unforgiven North” stanowi zapis koncertu, bodajże w ogóle czwartego, zagranego przez dopiero formujący się skład. Moim zdaniem, lepszym pomysłem, byłoby skompilowanie najciekawszych fragmentów różnych występów, bądź sesji studyjnych, ewentualnie wstrzymanie się z rejestracją płyty do momentu, gdy trio w pełni się ukonstytuuje. Uważam, że „Unforgiven North” jest płytą dobrą, ale niektóre jej fragmenty sugerują, że mogłaby być wręcz znakomita i trochę szkoda straconej okazji. Z drugiej strony liczę na to, że to trio nagra kolejne płyty i wówczas, być może inaczej spojrzę na tę, bowiem nie będę się martwił, że nie udało się zarejestrować pełnych możliwości tej formacji, lecz będę rozkoszował się tym co tu jest.”

Tadeusz Kosiek, Gaz-Eta

„Pomimo, że spotkania polskich muzyków jazzowych z zagranicznymi nie są już od lat niczym nowym, to wydaje się, że w przypadku tria Trzaska/Friis/Uuskyla mamy do czynienia z pewną nową, choć nieodosobnioną, jakością.
Otóż biorąc pod uwagę, że projekt ten trwa już jakiś czas, można rzec – muzycy stale koncertują, to zespół składający się z Polaka oraz skandynawskiej sekcji mimo wszystko jest czymś wyjątkowym. Jeśli dodatkowo weźmiemy pod uwagę, że owa sekcja jest w świecie muzyki improwizowanej dość dobrze znana, choćby, bądź przede wszystkim ze względu na dość stałą współpracę z Peterem Brötzmannem, to wówczas okaże się, że współpraca Trzaski z Friisem i Uuskylą jest swego rodzaju ewenementem na polskiej scenie.
Pierwszy raz polsko-skandynawskie trio usłyszałem jakiś czas temu, a muzyka, jaką zaprezentowali jawiła się jako dość bezkompromisowa podróż w świat muzyki free. Może nawet nie free jazzu, ale muzyki być może należącej do free improv. Nie jest to istotne. Swoboda gry była bowiem stałym wyznacznikiem pracy trzech muzyków.
Z płytą „Unforgiven North” mogłem zapoznać się jeszcze zanim została ona wydana. Wobec powyższego rozkoszować się nią mogę jakiś już czas. Kolejny raz płyta Mikołaja przynosi rejestrację koncertową. I wydaje się, że jest to słusznie obrana droga. Dostajemy bowiem muzykę taką jaka ona jest. Bez zbędnych ulepszeń. Muzykę szczerą, zagraną przez trio w określonym miejscu i czasie. Można rzec dokument. Jak zdjęcie utrwalający określony moment rozwoju muzyków. Osobiście cenię takie albumy bardziej od wycezylowanych rejestracji studyjnych, nawet gdy granych na 100%, to wielokrotnie z nagrywaniem poszczególnych take’ów, częstokroć również z wgrywaniem części utworów w inne.
Tak, w przypadku koncertów nagrywanych bez późniejszej ingerencji w materiał, otrzymujemy od muzyków po prostu szczerość. Tak, jakby chcieli powiedzieć: patrzcie i słuchajcie – tacy jesteśmy! Muzyczny ekshibicjonizm? Myślę, że nie. Wbrew pozorom szacunek słuchacza. Wybaczam wtedy, słyszalne nawet na tej płycie chwile, w których muzycy jakby zbierali siły, na dalszy rozwój wypadków. Poszukiwali pomysłu na to, w którą stronę iść. Oczywiście takie granie oraz takie nagranie powoduje, że nie w 100% muzyka musi jawić się doskonałą. Tym niemniej jednak, w stosunku do „Unforgiven North” nie mam tych wrażeń, jakie towarzyszą moim kolegom, a mianowicie dłużyzn, „chęci” skrócenia tej płyty itp. Mnie po prostu tej płyty się dobrze słucha, nawet pomimo tego, że świadom jestem, że trio zagrać może znacznie ciekawszy materiał. Ot po prostu – gdy gra się na 100% to w jednym na kilka przypadków zdarza się „ten dzień”, jeszcze rzadziej zdarzy się dzień niepodobny do wszystkich innych. Szkoda jedynie, że najczęściej nie ma kto go zarejestrować. W tym kontekście bardzo dobrze się stało, że muzyka ta została i zarejestrowana i wydana. I dodajmy – bez skrótów.
„Unforgiven North” przynosi muzykę, która wpisuje się ogólnie w ów free jazzowy/improvowy styl grania. Być może nawet sposób gry Mikołaja jest tu bardziej „tradycyjny”, tradycyjnie jazzowy niż w przypadku pamiętanego przeze mnie krakowskiego koncertu. Wydaje się również, że Uuskyla w pewnym stopniu gra w swej niekonwencjonalności, bardziej konwencjonalnie. Nie wiem, czy to ten koncert tak zabrzmiał, czy też grupa idzie w tym kierunku swych poszukiwań. Przyznam, że z jednej strony cieszyłbym się, bowiem bliskie mi są wszelkie free jazzowe poszukiwania. Z drugiej strony jednak, wydaje mi się, że bezkompromisowa free improvowa postać tria jest bardziej poszukująca. Ciekaw sam jestem, w którą stronę zespół ten pójdzie. Na razie wiem, że w planach są wspólne – mam nadzieję rejestrowane – koncerty z Peterem Brötzmannem.
Same utwory przynoszą dość typowe dla sekcji Friis/Uuskyla granie, znane choćby z koncertów tria, czy zapewne szerzej z zarejestrowanej muzyki z Brötzmannem. W zasadzie gra ta się w niewielkim stopniu zmienia. Gitarowe „zakrętasy” Friisa, bardziej właściwe dla gitary elektrycznej (prowadzącej) niż dla basu, swobodne granie Uuskyly, powodują, że nie wiedzieć w jaki sposób muzyka ta w ogóle ma jakikolwiek rytm. Zbliża się też w swym ogólnym wyrazie bardziej nawet do świata rocka niż jazzu, gdyby to dla kogokolwiek miało jakiekolwiek znaczenie. Chciałoby się napisać, że na płycie „Unforgiven North” Mikołaj prezentuje swe… słowiańskie oblicze.Jednakże sposób gry prezentowany na tej płycie obecny jest w muzyce Trzaski już jakiś czas. Rozmarzone, spokojne, można nawet rzec romantyczne frazy są obecne nie tylko w muzyce tego tria, ale także np. w Oleś/Trzaska/Oleś. Jednakże zestawienie energii sekcji, która można byłoby rzec, ostatkiem sił znajduje miejsce, w której sekcja rytmiczna winna się znajdywać z owym sposobem gry Mikołaja jest jakąś wartością, której nie potrafię znaleźć w muzyce innych zespołów. W porównaniu z walcem drogowym prezentowanym przez Brötzmann/Friis/Uuskyla, muzyka zawarta na tej płycie jest o wiele bardziej subtelna, o ile w ogóle słowo to do niej przystaje.
Osobiście bardzo się cieszę z istnienia tego zespołu, jak również z faktu wydania tej płyty. Moim zdaniem jednej z najważniejszych zeszłorocznych płyt z muzyką jazzową w Polsce. Z dużą niecierpliwością będę również przyglądał się dalszym poczynaniom Mikołaja i obu Piotrów. Oby tylko zostało sił i oby nie tylko doszło do spotkania z trzecim z Piotrów, ale i rejestracji z nim płyty. Może wówczas malowane obrazy Trzaski wreszcie znalazłyby szersze uznanie nie tylko w naszym kraju (choć sądząc po lekturze niektórych pism i tu mu życzyć szczęścia trzeba).”

Paweł Baranowski, Diapazon

„Zapis koncertu, który odbył się 24 kwietnia 2004 roku w gdańskim klubie Mechanik. Mikołaj Trzaska – niegdyś w Miłości, lider Łoskotu, ostatnio podpisał się pod muzyką do „Nocy” Andrzeja Stasiuka wystawionej w Starym Teatrze w Krakowie – wystąpił z dwoma muzykami skandynawskimi: duńskim basistą Peterem Friisem Nielsenem oraz szwedzkim perkusistą Peeterem Uuskylą, którzy na co dzień stanowią sekcję rytmiczną niemieckiego saksofonisty Petera Brötzmanna. „Unforgiven north” dokumentuje energetyczny koncert tria, któremu od mainstremowego grania bliższa jest scena improwizowana, nieprzewidywalność free jazzu, całkowite wyzbycie się muzycznej poprawności.
Trzaska – grający na saksofonie altowym i klarnecie basowym – wyzwolił się już z yassowej, nieco manierycznej konwencji, przeszczepiając do swych improwizacji wiele elementów stricte jazzowych. Jego fraza potrafi być soczysta, wzorcowa, innym razem zaś atakuje brudem, agresją, skrajnymi kontrastami, tak jakby chciała zagłuszyć sekcję rytmiczną. Ta zaś świetnie czuje drive lidera, ciągnąc narracje do przodu. Trio na koncercie w Gdańsku bardzo wyraźnie oscylowało w stronę współczesnej, ostrej stylistyki nieograniczonej improwizacji, w której – paradoksalnie – odnajduję jednak wiele inspiracji klasyką gatunku. Trzaska, Friis, Uuskyla przez ponad 60 minut improwizują na najwyższych obrotach. Są jednak chwile, gdzie napięcie siada, ale takie są uroki płyt koncertowych.”

Jacek Hawryluk, Gazeta Wyborcza 13-02-2005

Niezapomniana muzyka z północy Polski i północy Europy. Trójmiejskie środowisko yassowe już dawno się rozbiło. Próba czasu pozwoliła wielu jego przedstawicielom dojrzeć i obrać konkretną drogę twórczą. Tymon chce grać piosenki, Gwinciński pisać muzykę współczesną, Możdżer stawiać wyzwania klasie średniej. Mikołaj Trzaska wybrał drogę jazzowej improwizacji i – jak podkreśla – z każdym rokiem chce się na tym polu coraz bardziej radykalizować.

Dowodem tego była ubiegłoroczna trasa z basistą Peterem Friisem Nielsenem i perkusistą Peeterem Uuskylą. W przypadku legendarnej skandynawskiej sekcji Petera Brotzmana, choć w sumie ma już ona 111 lat, lepiej mówić o zgromadzonym doświadczeniu niż o chorych korzonkach. Mikołaj postawił sobie na płycie „Unforgiven North” trudne zadanie. Koncert zarejestrowany w klubie Mechanik jest ponoć dopiero czwartym spotkaniem tej trójki. Doskonale zgrana sekcja Nielsen – Uuskyla sama buduje gęstą fakturę kolejnych utworów na przetworzonym brzmieniu basu i perkusji, z akcentem na talerze. Już jednak w pierwszym tracku, „Hot Curry”, Mikołaj stara się rozbić ją rozimprowizowanym saksofonem.

Nordycy doskonale na niego reagują i rozpoczyna się regularna interakcja pomiędzy rozpędzonym basem, żywą perkusją i oczywiście niespokojnym saksofonem. W każdej kolejnej odsłonie, już jako grupa, muzycy starają się porządkować swobodną zbitkę dźwięków, wokół tematów Friisa („During The Night”) czy Trzaski („Bactrian”). Sukcesywnie budowane nawałnice skutecznie rozładowują się poprzez przełamywanie rytmu, wejścia solowe lub podziały na duety.

Zamiast jazzowych popisów w prędkości, muzycy skupiają się bardziej na dobieraniu barw i nie popadają w hermetyczną improwizację. W ten sposób trio właściwie od początku do końca funkcjonuje jako jeden organizm, w którym energiczna sekcja free można wejść w dialog z jazzującym saksofonem czy momentami nawet nieco sentymentalnymi zagraniami klarnetu basowego. Album „Unforgiven North” jest dobrym znakiem tego, że doczekaliśmy się w naszym kraju kolejnego muzyka na światowym poziomie.

Jacek Skolimowski (clubber.pl)