HORNY TREES

Paweł Szamburski plays an ebony clarinet and plastic electronic toys
Maciej Trifonidis Bielawski plays an 8-string bass guitar
Hubert Zemler plays maple drums and percussion

Horny Trees to powstała w 2007 roku grupa muzyczna, w której skład wchodzą Hubert Zemler, Paweł Szamburski oraz Maciej Trifonidis Bielawski. To trzy niezwykłe osobowości artystyczne, których celem jest stworzenie wspólnego, wyrazistego języka muzycznej wypowiedzi. Jako instrumentaliśści mają różne doświadczenia i korzenie artystycznego rozwoju od wykształcenia klasycznego, akademickiego przez jazzowe aż po samorodne i autodydaktyczne. Horny Trees w swej muzyce posługują się głównie intuitywną improwizacją, której podłoże zabarwione jest wieloma odniesieniami do tradycyjnej muzyki etnicznej, kameralistyki oraz eksperymentu elektroakustycznego. Liczne doświadczenia członków zespołu na wielu płaszczyznach sztuki współczesnej – filmu, teatru, kina niemego, performance’u – pozwalają im na niezwykle ciekawą podróż w głąb muzycznej świadomości. Wyobraźnia, wrażliwość na dźwięk, a także wspólna zabawa i przyjaźń pozwalają zespołowi osiągnąć ekstatyczny wręcz poziom muzycznej kreacji.

Hubert Zemler – Gra na perkusji oraz perkusjonaliach. Absolwent Akademii Muzycznej im. Chopina w Warszawie. Współpracował z Wielką Orkiestrą Symfoniczną Akaemii Muzycznej, orkiestrą Sinfonia Varsovia, Polską Orkiestrą Radiową, Filharmonią Narodową. Jest laureatem Jazz Juniors 2000. Współpracował miedzy innymi Wojciechem Staroniewiczem, norweskim pianistą Helge Lienem, Big Bandem Zbigniewa Namysłowskiego, Janem Smoczyńskim, Adamem Pierończykiem, Marcinem Olakiem, Dominikiem Bukowskim, Bronisawem Szałańskim, Radosławem Nowickim, Wojtkiem Polcynem, Jackiem Namysłowskim. Jest członkiem międzynarodowej orkiestry salsowej Reia Ceballo – Calle Sol, współpracuje z Ritmodelia, Cinq G, formacją Blast Muzungu. Aktualnie współtworzy grupę Horny Trees.

Maciej Trifonidis Bielawski – Gra na ośmiostrunowej gitarze basowej oraz instrumentach dętych. W swojej muzyce łącząc brzmienia akustyczne z elektroniką, oscylując między improwizacją, a precyzyjnym zapisem utworów wymyka się rutynie i stagnacji. Kieruje się intuicją i emocjami, odkrywa nowe lądy muzyczne, dzięki czemu uzyskuje prawdziwy obraz muzyki jaką w sobie nosi. Grał i współpracował z: Trapezfik, Słoma i Bębnoluby, Batyskaf, Marek Biliński, Mamadu Diouf, Anna Patynek, Beckaye Aw, K.a.s.a, Drums NRG, Muzykoterapia, Mafrik, Makossa, Kerd. Aktualnie tworzy w Tricphonix, Trifonidis oraz w Horny Trees.

Paweł Szamburski – Gra na klarnecie oraz klarnecie basowym. Studiował na wydziale Antropologii Kultury, a także Muzykologii na Uniwersytecie Warszawskim. Współtworzy niezależną wytwórnię płytową oraz Stowarzyszenie Kulturalne Lado Abc. Jest założycielem i liderem zespołu Meritum Udziela się w wielu projektach muzycznych: Tupika, Cukunft, o.Grandier, Sztetlach, SzaZa oraz Horny Trees. Tworzy solowy projekt „Repeat One” na klarnet amplifikowany oraz prowadzi autorski cykl imprez z muzyką improwizowaną „Djazzpora”. Grał lub współpracował z takimi artystami jak: Raphael Rogiński, Tomasz Duda, Patryk Zakrocki, Macio Moretti, Tomasz Stańko, Mikołaj Trzaska, Noel Akchote, Pavel Fajt, Bartosz Weber, Kuba Kossak, Sebastian Wypych, Michał Górczyński, Hubert Zemler, Roman Ślefarski, Maciej Bielawski, Josquen Roset, Norbullo, Dj Lenar, Dj Dfc, Dj Olive i wielu innych.


„O sole mio!” – zawodzą niemiłosiernie blachy w pierwszych sekundach albumu. Chwiejne, chaotyczne dęcie cygańskiej kapeli przypadkiem paradującej pod oknami mieszkania, które Paweł Szamburski, Maciej Trifonidis Bielawski i Hubert Zemler zamienili w studio nagraniowe Horny Trees, stanowi antytezę dalszego rozwoju wypadków na pierwszej płycie tria. Ojcem sukcesu jest bowiem niezwykłe skupienie. Warszawscy muzycy słuchają się wzajemnie tak czule, że większość z dziesięciu utworów brzmi jak starannie zaaranżowane kompozycje. A to materiał w 100% wyimprowizowany! Malownicze bębnienie Zemlera i multiinstrumentalna wyobraźnia Bielawskiego (m.in. flet, saksofony, ośmiostrunowy bas) czynią te improwizacje barwnymi i nieustannie zaskakującymi. Brzmienie chętnie sunącego po wschodnich skalach klarnetu zabarwia je mądrym, spokojnym smutkiem, z rzadka przeradzającym się w dramatyczne łkanie czy freejazzowy orgazm. Szamburski potwierdza, że po tym, jak z pola słyszenia zniknął Mazzoll, to on jest najlepszym kandydatem do zajęcia tronu naczelnego klarnecisty improwizatora Polski.
Jędrzej Słodkowski


Na szczególną uwagę zasługuje debiut Horny Trees. W skład zespołu, poza obsługującym 8-stunowy bas oraz blaszane dęciaki Bielawskim, wchodzi Paweł Szamburski (klarnet i „plastikowe elektroniczne zabawki”) oraz Hubert Zemler (perkusja i instrumenty perkusyjne). „Nie jest to typowe freejazzowe granie (…) tylko wielkie, otwarte poszukiwanie. Z Horny Trees zagraliśmy około 10 koncertów i hm – każdy był kompletnie inny: od etno, przez hardcore, metal, reggae’owe sprawy, do czegoś na kształt delikatnej muzyki ilustracyjnej. Ale wolimy unikać takich skojarzeń, tylko gramy, gramy i gramy i… słuchamy” – mówił kilka miesięcy temu o projekcie Maciek. Teraz dostajemy debiutancką, wydaną przez wytwórnię Mikołaja i Oli Trzaski płytę. Składa się na nią 10 pełnych fantazji, pozbawionych jakiegokolwiek zadęcia, a przy tym zaskakująca przystępnych miniaturek. Koloryt nadaje im przede wszystkim klarnet Szamburskiego (który wspaniale w ostatnich latach się rozwinął!) oraz perkusja i perkusjonalia Zemlera. Jego zwykle bardzo skupione, prowadzone z transowym zacięciem bębnienie, uzupełnione zmyślnym wykorzystaniem różnych małych instrumentów, w dużym stopniu ustawia przestrzeń i koloryt tej muzyki. Artysta niekiedy bardziej koncentruje się właśnie na budowaniu przestrzeni i barwie, niż standardowej funkcji trzymania czasu.
Formuła tria, jaka wyłania się z „Horny Trees” wydaje się faktycznie ze wszech miar otwarta. W tyglu improwizacji mieszają się rożne tradycje jazzu, wątki ludowe czy wręcz ludyczne, motywy żydowskie, szeroko rozumiane etno, rock, funk, elektroakustyka. Muzycy na bazie tych gatunków bądź stylów potrafią wyczarować cudownie nostalgiczny i kameralny nastrój, ale niekiedy dają się też ponieść karkołomnym, podlanym nieco groteską dźwiękom. Jest tu dużo miejsca dla kontemplacji, choć zdarzają się i ogniste loty. Iście kameralistyczna szlachetność spotyka się ze swoistą „korzennością”. Wartość zawartej na albumie muzyki wynika w znacznej mierze z tego, że mimo swego eklektyzmu nie ma w niej postmodernistycznego manieryzmu, pustych zabaw formą i konwencją czy efekciarskiej kolażowości. To ekspresja pełna pasji i zaangażowania, ale daleka od niepohamowanych zrywów, odpowiednio wyważona. Znajdziemy tu kluczowe jakości nadające smak muzyce improwizowanej i nie tylko – klimat, radość grania i interakcji, ducha eksperymentu i wyprawy w nieznane, a jednocześnie dużą dbałość o formę i najdrobniejsze detale (co jest zwykle sprawą drugorzędną w przypadku free jazzu i tych kierunków, które na jego gruncie wyrosły). Bez wątpienia jedna z najlepszych krajowych płyt w kategorii jazz / improv. w minionym roku!
Lukasz Iwasiński