JOE MCPHEE/MIKOŁAJ TRZASKA

More intimate conversation

Joe McPhee – soprano saxophone, pocket trumpet
Mikołaj Trzaska – alto saxophone

Recorded in Seattle, October 26, 2017 at The Good Shepard Chapel during Earshot Jazz Festival

Amerykański multiinstrumentalista Joe McPhee wraz z Mikołajem Trzaską współpracują ze sobą od lat. Chociażby w formacji Magic (od 2006 roku), w której grają jeszcze perkusista Jay Rosen i basista Dominic Duval. Zespół Magic zawiązał się z chwilą przyłączenia się Mikołaja Trzaski do Tria X (McPhee, Rosen i Duval).
W 2007 roku ukazała się doskonała płyta „Intimate Conversations” tria Joe McPhee / Mikołaj Trzaska / Jay Rosen.
Teraz mamy okazję zapoznać się z duetowym dokonaniem dwóch wytrawnych improwizatorów. Materiał został zarejestrowany w Seattle, podczas ubiegłorocznego Earshot Jazz Festival. Telepatyczne porozumienie równorzędnych partnerów, każdy z nich może podjąć wątek partnera, zaproponować temat lub pokierować muzyczną narracją.
Gdański saksofonista i klarnecista Mikołaj Trzaska z legendą sceny improwizowanej Joe McPhee mają potencjał do tworzenia rzeczy wybitnych i nie boją się z niego korzystać. Mamy do czynienia z soczystym free jazzem, gdzie znaleźć można dużo drapieżnej improwizacji wyczulonej na wszelkie niuanse.

 

Review:

Maciej Lewenstein:
A masterpiece of synergy and mutual understanding, intellectual and emotional depth and simple joy of collective playing!!! Exquisite and Terric. It is a continuations of „Intimate Conversations” from 2006 recorded in trio with Jay Rosen. The present album is more mature and its title has double meaning: there is more intimate conversations, and the conversations are more intimate. „The Meaning of Life” is oscillating between using the keys and other effects, and more traditional dialogues of the pocket trumpet and alto, although in the final part Joe turns to soprano. The sax duo is marvelous. The following „The Meaning if Love” starts also with quiet effects of overblown trumpet, and develops into a trumpet/voice solo, supported by quite noises generated by saxophone keys of Mikolaj. In the second half Mikołaj Trzaska is louder and the track transforms itself into another intimate dialogue of the trumpet and alto. The quiet fragment is back for a short moment and the intimate discussion continues at the more emotional level. „Trace Evidence” is in fact variation on „Evidence” by Thelonious Monk, played wonderfully alto and soprano. This is my favorite track, probably for the shear power and intensity of intimacy and emotional content.

„Double Solid: Solitude” is a slow tune that begins more abstractly and openly with another dialogue of two saxophones. Mikolaj plays then a touching solo, until
he is joined by Joe on soprano, who takes over, being supported by drumming of the alto keys. The nal climax is by two crying saxophones. The closing „Double Solid: Loneliness” is very different. Mikolaj starts with an alto solo, which after the middle quiet part of acoustic ejects transforms into a trumpet statement. Outstanding stuff, recorded live at Good Shepard Chapel in Seattle, during Earshot Jazz Festival. Bravo Ola Trzaska!

 

Bartek Chaciński, Polifonia

Sens życia w wersji na jeden lub dwa głosy

Kiedy ktoś mnie pyta o wartości, odbezpieczam rewolwer. Kiedy ktoś mnie pyta o sens życia, odbezpieczam igłę gramofonu. Pamiętam nieźle motto z działu recenzji książkowych starej „Machiny”, w którym zaczynałem publikować (właśnie od książkowych, a nie od muzycznych): Ludzie mówią, że życie to jest to, ale ja wolę sobie poczytać. Z Cycerona. Otóż stopniowo, zupełnie niepostrzeżenie, zamieniłem dla siebie to poczytać na posłuchać. Treść cytatu stała się w ten sposób o wiele prawdziwsza, bo muzyka nie niesie w sobie tylu perswazyjnych elementów co mówienie. Daje odpocząć od gadek o sensie życia i o wartościach, choć głosy zostają. Instrumenty dęte – co obserwuję raz u profesjonalistów, a raz u amatorów (mam trochę uczniów w otoczeniu) nadają się do tego najlepiej. Z gadania o wszystkim zostaje samo gadanie, słowa i sensy ulatują, pozostaje podstawowa, fatyczna funkcja języka – utrzymywanie kontaktu. Upraszczając: ejjoł. Tak rozumiem tę płytę, o której zaraz opowiem.

To jest ta wersja na dwa głosy. Joe McPhee robi za ej, a Mikołaj Trzaska za joł. Pierwszy ma 79 lat i piękną kartę jednej z żywych legend awangardy. No i przy tym całkiem już długą (ponad 10 lat) historię współpracy z tym drugim, czyli Trzaską, na koncie. To opowieść o konwersacji coraz bardziej intymnej. Były już różne udokumentowane wydawniczo rozmowy tego duetu: prowadzone w piątkę (featuring McPhee w nagraniach kwartetu Ircha), w czwórkę (płyta Magicz Dominikiem Duvalem i Jayem Rosenem), ale też w trójkę – firmowane przez Not Two Intimate Conversations zostało nagrane z Rosenem za perkusją. Ta nowa, zarejestrowana w Seattle w październiku 2017 r., nosi tytuł More Intimate Conversation i jest zgodnie z tytułem jeszcze bardziej intymna, bo prowadzona we dwójkę.

McPhee gra na trąbce i sopranie, Trzaska na alcie. To dziarski zestaw dialogów, w którym – jak w radiu – rozpoznajemy mówiących po tonie głosu. Pewnym ułatwieniem dla nieznających obu muzyków jest oczywiście barwa używanych instrumentów, która sprawia, że McPhee operuje z reguły w rejestrach powyżej Trzaski. Dla znających cięty język muzyczny gadatliwego McPhee oraz pewną pogodę i jowialność Trzaski słyszaną w jego bardziej oszczędnych frazach. Różnice zacierają się trochę, gdy obaj ściszają się do poziomu szeptu (tutaj Trzaska jest trudny do prześcignięcia) lub operują jękami czy brzmieniami naśladującymi jakieś zwierzęce odgłosy – bo przecież gonitwa w The Meaning of Love, którą można a vista zacząć interpretować w kategoriach erotycznych, to dla mnie bardziej takie radosne, opiekuńcze oddanie, coś jak przekomarzanie się szczeniaka z dorosłym psem. Choć tu już się trochę gubię i nie wiem, kto z nich którego miałby grać.

Słuchacze poszukujący pewniejszej bazy, jakiegoś założonego z góry tematu do rozmowy, znajdzie jedno i drugie w Trace Evidencew postaci mocno rozmontowanego tematu z Theloniousa Monka. Inni będą woleli to obwąchiwanie się pierwszej części płyty, która ostatecznie kończy się szybko, nie wiadomo kiedy, w samym finale znowu schodząc do trochę zwierzęcego, a trochę intymnego szeptu. I znów nie wiem, jaki można odczytać sens ostatnich dwóch opowieści o samotności (Solitude i Loneliness w tytułach), ale – jak w tym tytule – nie po to słucham, żeby czytać. Choć sensy każdorazowo tytuł podpowiada – bardziej już ogólne, mniej konkretne, bez choćby czysto politycznych tematów jak na płycie Intimate Conversations. Sensem życia jest tu samo pozostawanie w kontakcie.

Pewnie w tym momencie wydaje się wam, że z tę opowieść o fatycznej funkcji języka doklejam na siłę i zmyślam. No to przypomnijcie sobie tytuł pierwszego solowego albumu polskiego saksofonisty. Co nam wtedy mówił? Cześć cześć cześć cześć. Przypadek?