REED TRIO

LAST TRAIN TO THE FIRST STATION

Reed Trio

Last Train To The First Station

1. When Tulips Were Gold
2. In Between Chairs
3. Siting on Warm Stone
4. Crossroads And Cosmic Ray
5. Anthology Moves
6. Two Man Talk Trough a Window
7. The Distance That Becomes You
8. Bed of Brass
9. It’s here and it’s gone
10. All The Glasses Were Upside Down
11. The Wasted Sea

All compositions by Mikolaj Trzaska, Ken Vandermark and Waclaw Zimpel

Według The New York City Jazz Record – album
Reed Trio – Last Train to the First Station
został uznany BEST NEW RELEASES 2011 – ALBUM OF THE YEAR

RECENZJE:

Pod nazwą Reed Trio ukrywa się nowy skład Kena Vandermarka, tym razem bardzo polski – uzupełniają go bowiem Mikołaj Trzaska i Wacław Zimpel. Podobny nieco do Sonore, nieco odmienne jest instrumentarium. Po co nagrywać płytę w podobnym składzie do już istniejącego? Cóż, świetnie wiedzą to ci, którzy kupili płytę Reed Trio lub wybrali się na ich koncert, ale spróbuję pokrótce o tym opowiedzieć. Muzyczne osobowości są tu zupełnie inne niż w Sonore i zupełnie na co innego zwracają uwagę improwizując. Naczelną zasadą zdaje się tu być współbrzmienie – takie właśnie, barwowe podejście do muzyki jest najbardziej charakterystyczne dla tego składu. Nie ma energii Sonore, furii, wrzasku i zgiełku, ani wyraźnego prymatu osobistej, indywidualnej kreacji muzyka, czy narzucenia partnerom wizji własnej muzyki. Owszem, zdarza się, że któryś muzyków pełni rolę rytmiczną w utworze czy jego fragmencie zapętlając rytm w oparciu o który partnerzy (lub partner) budują duetową / solową improwizację – ale zawsze jest to jego indywidualny wybór, a nie coś narzuconego przez partnerów. Czasem taką funkcją pełni tu basowy klarnet Wacława, czasem klarnet Vandermarka. Muzyka ma mocno trzecionurtowy charakter – słuchałem na żywo innego ich koncertu i poznając płytę nie mogę oprzeć się wrażeniu, że sakralna przestrzeń bardzo mocno zdeterminowała brzmienie tria. „Last Train To The First Stadion” nagrano bowiem w Gdańsku, w Nowej Synagodze. Jest to realizacja koncertowa i ostatni występ Kena Vandermarka na jego starym saksofonie barytonowym Selmer Paris Balance Action. Dwa dni później został on skradziony w pociągu relacji Gdańsk-Warszawa. Płytę polecam gorąco!!!

Marek Zając

„Last Train to the First Station”, Reed Trio, Kilogram Records

„Teksańska masakra piłą mechaniczną” – to pierwsze skojarzenia, jakie przychodzą do głowy, kiedy słuchamy muzyki Mikołaja Trzaski, Wacława Zimpla i Kena Vandermarka. Na tym nagraniu jest jednak odrobinę inaczej.

A do zmiany nastroju przekonał zapewne trzech muzyków klimat miejsca, w którym przyszło im zagrać zarejestrowany na tej płycie koncert. Odbył się on rok temu w Synagodze Nowej w Gdańsku.

Reed Trio (czyli zespół złożony z artystów grających na instrumentach stroikowych, jak na przykład saksofon czy klarnet) to dla muzyków spore wyzwanie. Bo jak osiągnąć brzmienie, ekspresję i nasycenie, jakie daje pełna jazzowa sekcja z bębnami, basem, a czasem także budującymi nieskończoną wielość harmonii klawiszami? Okazuje się, że można.

Trzaska, Vandermark i Zimpel wymieniają się tu rolami. Ich klarnety i saksofony na zmianę odgrywają rolę harmonicznego basu, rytmicznej perkusji i wiodącego instrumentu improwizującego. A wszystko w dynamice lekkiego wyciszenia i subtelności, gdzie naczelną zasadą staje się budowanie skomplikowanych współbrzmień i drapieżnie brzmiących (mimo wszystko) melodii.

Jednak znajdzie się też coś dla tych, którzy w muzyce Vandermarka i Trzaski uwielbiają przede wszystkim wyśrubowaną do granic możliwości ekspresję. Taką właśnie „teksańską masakrą” jest m.in. kompozycja „Anthology Moves”. Choć właściwie trudno tu mówić o kompozycji. W muzyce Reed Trio zaciera się bowiem granica pomiędzy zapisanym w partyturze utworem a szaloną spontaniczną muzyką improwizowaną. Ale to akurat wielki atut, bo przecież właśnie w tych odlotach ukryta jest jej największa siła.

Tomasz Handzlik, Gazeta Wyborcza, Duży Format 03.04.2011

REED TRIO (Vandermark / Trzaska / Zimpel)
Last Train to the First Station

Pierwsza płyta tego saksofonowo-klarnetowego trio powstała podczas koncertu w Nowej Synagodze w Gdańsku 27 kwietnia 2010r., na pierwszym koncercie tamtej trasy po Polsce. Dwa dni później zespół zagrał w Warszawie, przygotowując się do występu w minorowym nastroju, gdyż w pociągu z Gdańska skradziono saksofon barytonowy Vandermarka, który słyszymy jeszcze na tej płycie. I muzykom, i części słuchaczy, pomagających w akcji poszukiwania saksofonu, ciężko było wyrwać się z tego nastroju, zmienić temat, ale już po kilku dźwiękach zaczęło się to dziać. Przez kolejne półtorej godziny przeżywaliśmy muzykę w jej najbardziej czystej, głębokiej postaci – strumień powstający tu i teraz, nieskrępowany formalnymi ograniczeniami, otwierający twórców i odbiorców na wyjście poza codzienną egzystencję. I piękną. Najlepszym komentarzem do tamtego były moim zdaniem jednak nie słowa, tylko twarze ludzi, zaszokowanych i zafascynowanych rozpostartą przed nimi przestrzenią.

„Last Train to the First Station” ma wszystkie te atuty, ukazuje muzykę o bardzo niecodziennej formie i wyjątkowej sile oddziaływania. Być może jest ona tutaj bardziej stonowana, medytacyjna niż była na kolejnych, późniejszych koncertach tamtej trasy. Cały urok improwizowanej muzyki polega jednak na tym, że drugi taki koncert się nie przydarzy. Wśród jedenastu utworów pięć powstało w trio, trzy w duetach, trzy ukazują muzyków solo. A propos, słuchając Wacława Zimpla u boku muzyków o kilkanaście lat starszych wiekiem i doświadczeniem nie sposób oprzeć się wrażeniu, że obok Petera Evansa to najbardziej utalentowany i twórczy muzyk młodego pokolenia na scenie jazzowej i improwizowanej. Trzech rewelacyjnych, doskonale się rozumiejących i uzupełniających muzyków udało się tutaj uchwycić w intensywnym, głębokim akcie tworzenia. Tylko te brawa między utworami można było wyciąć – słuchacz sam wie, jak cholernie dobra jest ta muzyka.

Piotr Lewandowski, www.popumusic.pl